Aleksandrówka

gmina wiejska Czaruków, powiat łucki,
Nazwa własnaAleksandrówka

Aleksandrówka gromada, gmina wiejska Czaruków, powiat łucki, województwo wołyńskie

Kolonia ALEKSANDRÓWKA gromada Aleksandrówka, gmina Czaruków, powiat Łuck, woj. wołyńskie parafia Boremel

 

Część archiwalna opracowana przez Andrzeja Mielcarka udostępniona na serwerze firmy OF.PL SP. Z O.O: https://wolynskie.pl/miejsca-a/aleksandrowka_cz-07.html

 

 

Agnieszka Marciniuk – Facebook 02.04.2022 r.- Grupa przeciwko OUN- UPA:

❗️2 kwietnia 1943 r. w kol. Aleksandrówka pow. Łuck, Ukraińcy zamordowali 9 Polaków. Polacy w Aleksandrówce mieli broń, ale Ukraińcy napadli wieczorem, z zaskoczenia, kiedy mieszkańcy zmęczeni wrócili z pola i zasiedli do kolacji.

✔️Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej:

"2 kwietnia 1943 roku Ukraińcy wpadli do stryja Polika, a tam akurat zeszli się bratankowie uradzić, gdzie kto dziś ma wartować i tylko weszli do domu, nawet nie zdążyli broń zabrać ukrytą u stryja, jak Ukraińcy bestialsko wpadli, otworzyli drzwi i zasiekli z karabinu maszynowego i od razu czterech położyli na miejscu, a resztę dostali tak, że byli tak pobici, pokłuci sztyletami, że Szczepanko lat 16 miał 14 noży wbitych w piersi, a Mietkowi i Marianowi to połamali kości w nogach i rękach, że ubrać nie można było. Prawdopodobnie Marian miał rewolwer w kieszeni i ostrzeliwał się i zabił 4 Ukraińców, ale oni zabrali swoich, aż potem ktoś z nich to wydał. Słysząc te strzały u stryja Polika mój ojciec co przyszedł od Wysockiego Kazimierza, bo kupił od niego konia, tylko co usiadł i mama daje mu kolację, ale szybko wyszedł z domu, a już ulicą jedzie trzech bandytów. Padł na ziemię i posunął się ku piwnicy i leży, a oni podeszli do okna i zauważyli, że ojca w domu nie ma, to wrzucili do domu granaty, a mama słysząc te strzały uklękła i modliła się głośno: kto się w opiekę podda Panu Swemu… A siostra Lodzia leżąc na łóżku w kuchni karmiła swoją córkę Basię piersią, a ten granat wpadł w samą kołyskę, ranił bardzo mamę w nogę prawą z pośladkiem i ręka prawa, dwa palce dolne odbite. Krwi pełno w butach, aż chlupie z buta, dom się pali, a mama wynosi odzież, poduszki i co może ratuje. Pada w końce zemdlona z upływu krwi. Lodzia na huk granatu rzuca się z łóżka na podłogę i odłamek wpada jej wprost do oka lewego, a dziecku nic, tylko z wierzchu była kołderka, a cała posiekana Lodzia zdobyła siły i jakoś mamę zawlekła do sąsiadów z dzieckiem. Ale sama miała wrócić do domu, aby coś wziąć, to już pełno bandytów na podwórzu. Zaprzęgają konie do wozów, ładują wszystko z mieszkania i ze spiżarni, zboże z magazynu i zaczynają palić. Bydło wyprowadzili, a Lodzia widząc to wróciła do dziecka i mamy. Za chwilę całe gospodarstwo w płomieniach".

------------------

✔️ Jadwiga Nowakowska: Pojednanie na cmentarzu. "Wprost" nr 28/2003:

"Leokadii Grzybowskiej trudno się pogodzić ze zmarnowaniem wszystkiego, co było w jej Aleksandrówce koło Łucka. Połowę mieszkańców stanowili Zawilscy, rodziny synów i braci jej babki Aleksandry, od której imienia nazwano wieś. Dzisiaj do Aleksandrówki nie ma drogi. Jedziemy tam, posługując się mapą, którą Wołyniacy narysowali na podstawie przedwojennych planów, bo po polskich miejscowościach nie ma śladu. Jedziemy wzdłuż lasu, potem przez środek pola. Mamy wrażenie, że się gubimy, ale dawna mieszkanka tych ziem po linii lasów i sobie tylko znanych znakach wskazuje drogę. Docieramy do Aleksandrówki. Wokół gładkie pole, nie zaorane i nie zasiane. - Na wiosnę, jak się orało, ta ziemia pachniała chlebem - mówi Leokadia Grzybowska. - Śliczna była ta ziemia, sady, piękne kwiaty, pasieki przy każdym domu, ogromne pola dojrzałych winogron. Wszystko Ukraińcy zniszczyli. Tu były eksportowe młyny, które mełły na eksport mąkę. Wołyńską mąkę uważano za najlepszą. Leokadia Grzybowska może, jak powiada, podziękować Ukraińcom, że jest ślepa, a w nodze i całym boku ma pełno śladów po odłamkach od granatu, który do jej domu 2 kwietnia 1943 r. wrzucił sąsiad o nazwisku Wołoszyn. Pamięta, że ojciec powtarzał: "Zawsze pamiętaj, brat daleko, siostra daleko, a sąsiad za miedzą". I właśnie ten sąsiad powiedział potem, że szkoda mu Lodzi i Antosi, tylko ojca chciał zabić. Leokadia Grzybowska ma wielu przyjaciół Ukraińców. Prowadzi nas do Mykoły Stasiuka. Jego rodzice schowali Irenkę, której matka postrzelona umarła w polu. Irenka długo leżała przy matce, ale gdy się zorientowała, że ona nie żyje, przybiegła do Stasiuków. Znała ich, bo z Mykołą razem się bawili. - Ja jeszcze mały byłem. To straszne bandyctwo było. To nie po naszemu - mówi Stasiuk. Po dwóch tygodniach jego matka zawiozła Irenkę do Polaków w Łucku. Irena do dzisiaj mieszka w Polsce i dwa lata temu przyjechała mu podziękować".

 

Agnieszka Marciniuk – Facebook – 27.12.2022 r.:

Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, rok 1943 kol. Aleksandrówka pow. Łuck...

Czteroletnia Anielka wdrapuje się na łóżko, tam leży mama i babcia. Chwyta mamę za rękę, szarpie, ale mama się nie rusza. Obie są zimne. Strach. To jedno z pierwszych, tak intensywnych wspomnień Anieli Glazik-Kowalskiej, z domu Juniewicz. Od tamtego dnia staje się sierotą.

Urodzona w 1939 r. w kolonii Ochocin, koło Łucka, córka Janiny i Józefa. Ojciec, żołnierz Września, nie wrócił z niemieckiej niewoli. W październiku 1943 r. w Ochocinie sąsiedzi zamordowali jej dziadka, Józefa Smolarza i brata ojca, Zygmunta Juniewicza.

✔️Spisane wspomnienia:

 

"Dramatem jest, że członkowie mojej rodziny ginęli, bo zaufali sąsiadom - mówi Waldemar Kowalski. - Wcześniej, na wieść o pogromach, dziadkowie postanowili wyjechać do miejscowości, gdzie były większe skupiska Polaków. Ukraińscy sąsiedzi ich odnaleźli i zaczęli namawiać do powrotu. Deklarowali, że „wśród swoich” krzywda im się nie stanie. Ci sami ludzie dokonali egzekucji. Janina Juniewicz z Anielką i matką Katarzyną Smolarz po tragedii przeniosły się do kolonii Aleksandrówki, gdzie Polacy zorganizowali związany z Armią Krajową oddział samoobrony. W Aleksandrówce kobiety zatrzymały się u rodziny Błażejczyków, z której wywodziła się Katarzyna. Na noc dom zamykano. W świąteczny wieczór do drzwi zapukał siedemnastoletni sąsiad z Ochocinia. Ukrainiec, ale bardzo dobrze mówiący po polsku, grzeczny, zawsze uprzejmy. Poprosił, by wyszły na chwilę, bo musi im coś bardzo ważnego przekazać. Zaufały. Kiedy stanęły za progiem, rozległy się strzały. Niedługo potem oddziały samoobrony przy pomocy partyzantów sowieckich ujęły dwóch sprawców zbrodni. Kazano im pochować Janinę i Katarzynę. - Syn Katarzyny i brat mojej babci, osiemnastoletni Jan Smolarz, był w partyzantce AK - mówi Waldemar Kowalski. - Dowódca po pogrzebie powiedział, że może osobiście rozstrzelać zabójców matki i szwagierki. Odmówił".

 

Brak więcej informacji. Prosimy Państwa o pomoc w uzupełnianiu strony.

(MK)

Lista plików powiązanych jest pusta

© 2024 kresowemiejscowosci.pl